Polsko - angielskie zderzenie cywilizacji
Gazeta Londyn
Blog > Komentarze do wpisu
Próbujmy zrozumieć Anglików!
Jestem dziennikarzem, który już od 6 lat mieszka za granicą, w tym 4 lata w Wielkiej Brytanii. Czasami zaglądam na stronę Londyn i nie mogę powstrzymać się od chęci skomentowania tych dziwnych komentarzy w stylu: dziwni Anglicy, kretyńskie zwyczaje, okropne jedzenie itd.

Po pierwsze nikt nikogo nie zmusza do mieszkania w tym okropnym kraju, gdzie pogada jest fatalna, a jedzenie nie do zniesienia.

Po drugie, każdy kraj ma swoje tradycje, uwarunkowania i historię, dlatego też krytyka wszystkiego jak leci, nie jest chyba na miejscu.

Obserwując Polaków tutaj, mogę tylko stwierdzić, że większość emigrantów jest tu po to, by zarobić, odłożyć i wyjechać. Taka polityka bardzo zniechęca do nas Anglików, bo czują się oni jak dojna krowa wyzyskiwana przez ludzi, którzy w 85 % nie potrafią nawet porozumieć się w języku pracodawcy.

Czy to oni są dziwni? Może po prostu Polacy, którzy tu mieszkają nie rozumieją po angielsku, nie mówią, nie czytają, nie starają się też poznać, dlaczego tak a nie inaczej się dzieje.

Ktoś napisał, że mieszka tutaj 3 lata i jest pełnoprawnym obywatelem... Cóż, Polacy bardzo lubią, bo chyba mają kompleksy, podkreślać jak to bardzo związani są z tym krajem.. Pełnoprawny obywatel, bo płaci podatki?! Niestety nie! Pełnoprawny obywatel to ten, który ma obywatelstwo i prawa wyborcze. Wszyscy inni są mieszkańcami, rezydentami ale nie pełnoprawnymi obywatelami Zjednoczonego Królestwa.

Następna sprawa: ta sama osoba napisała, że została obdarowana prezentami, o które nie prosiła. Śmieszne! W Polsce też dostajemy wiele prezentów, o które nie prosiliśmy, a to ile dostaniemy i co, zależy od zasobności portfela gospodarzy, wiec czemu się dziwić?

Mieszkając tutaj mogę powiedzieć, że każdy z nas ma doświadczenia, adekwatne do grupy społecznej, w jakiej się obraca i do czasu, jaki tu mieszka.

Prezenty i kartki to miła sprawa. Tutaj jednak, to właśnie kartki a nie prezenty są ważną tradycją i są dawane prawie każdemu. Tony kartek, które wypisuje się na długo przed świętami, żeby zdążyć je wręczyć. W zależności dla kogo sa przeznaczone, pisze się w nich odręcznie cos miłego , albo jedynie podpisuje wydrukowany sztampowy tekst.

Następna sprawa to prezenty. Każdy stara się dać to, co sprawi komuś przyjemność. Najbliżsi dają sobie listy prezentów, na które oczekują. Przyjaciele starają się sobie sprawić radość czymkolwiek, ale nie mogę powiedzieć, że daje się byle co, byle dać - szkoda pieniędzy. Tutaj ciężko zarabia się każdego pensa, więc nie ma tradycji wyrzucania pieniędzy. (Na marginesie dodam, że tradycją jest też tutaj trzymanie pudelek i gwarancji do wszystkiego co się dostaje, bowiem bardzo często używane bądź nowiutkie prezenty oddaje się tu do sklepów charity- czyli działających charytatywnie, na rzecz jakiejś organizacji. W ten sposób klienci mogą kupić coś po atrakcyjnej cenie, a organizacje te maja pieniądze na swoją działalność.)

Anglicy wydają dużo na prezenty, dlatego, że mają na to pieniądze. W większości, bo nie wszyscy, a zamożność Anglików tez jest mitem. Znam rodziny, które nigdy nie były za granicą, a na życie maja 30 funtów na tydzień. To sa tacy sami ludzie jak my, niczym się nie różnią, maja jedynie inny rodzaj mentalności. Nie są wylewni, nie pokazują na dzień dobry całej swojej biedy czy problemów. Jeśli jednak już mamy przyjaciół, są oni otwarci, potrafią traktować nas - Polaków jak swoich, potrafią narzekać jak każdy, krytykować, żalić się, pożyczać pieniądze. Starają się też poznać nasz język... W tym roku dostałem kartki od Anglików z życzeniami w języku polskim. Moja szefowa stara się zostawiać mi informacje w kalendarzu pisząc po polsku. Prawda, że to jest miłe?

Miłe jest też, to jak chcąc nas uhonorować mówią, że jesteśmy funny- to duży komplement - albo podkreślają że jesteśmy Brytyjczykami.

Żeby tu być, mieszkać i żyć, trzeba niestety trochę poznać ten kraj, poznać ludzi, nauczyć się języka, zrozumieć ich sarkastyczne żarty i dowcip. Nauczyć się, że to my jesteśmy gośćmi, a nie odwrotnie. Zapominamy jako Polacy, że ciągle krytykując , izolując się (sklepy polskie, własne przychodnie lekarskie, warsztaty samochodowe; własne wigilie) nie dojdziemy do porozumienia.

Ja np. nauczyłem moją angielską przyjaciółkę gotować bigos i piec sernik- w tym roku jej jadłospis wzbogacony był o 2 polskie potrawy i francuskie ciasta, które podarował jej mój przyjaciel, ze swojej piekarni w Paryżu.

Oni - Anglicy, sa bardzo otwarci i życzliwi, serdeczni i mili. (Oczywiście są wyjątki: sa rasistami, sa niegrzeczni i chamscy, ale nie mówimy tu o marginesie.) Zatem nie krytykujmy ich, nie szukajmy różnic. Szukajmy wspólnych cech, bo jest ich masa, a nawiasem mówiąc, wielu rzeczy i zachowań powinniśmy się nauczyć właśnie od nich. Ja do Polski jeżdżę już niechętnie, bo zachowania rodaków, czy to w sklepie czy to biurze, sa już dla mnie nie do zaakceptowania. To może MY jesteśmy dziwni a nie ONI...

Życząc szczęśliwego Nowego Roku pozdrawiam wszystkich czytelników

Thomas


Do pisania zachęcamy wszystkich internautów! Przysyłajcie Wasze przemyślenia na temat Wysp i Wyspiarzy na nasz adres mailowy: londyn@agora.pl

czwartek, 27 grudnia 2007, cidziwnianglicy
Komentarze
2007/12/28 04:27:21
Och, wreszcie, wlasnie zaczelam czytac ten blog i przymierzam sie do napisania czegos, ale juz widze, ze calkowicie sie z Panem zgadzam, calkowicie!:)

Pozdrawiam!
-
2008/01/01 19:10:53
Dosyć ciekawy wpis to trzeba przyznać.
Tylko najgorsze jest to że napisałeś o 85% ludzi którzy nie potrafią nawet porozumieć się w języku pracodawcy. Tyle, że Polacy którzy wyjechali do Anglii znają język i to nawet bardzo dobrze. My w porównaniu do Anglików jesteśmy narodem, który zna języki obce. Owszem są i tacy, którzy pojawiają się na wyspach nie znając nawet słowa po angielsku, ale Ci nie mają szans na zatrudnienie.
Widzisz natomiast, Ci cali Anglicy, przyjeżdżają do nas i nie potrafią powiedzieć nawet "dzień dobry". Oni nic nie potrafią powiedzieć po polsku. I powiem Ci szczerze, że dopiero w naszym kraju pokazują jacy są naprawdę. Ta ich tradycja i obyczaje objawiają się w barach i na ulicach. Robią burdy, krzyczą,pija do nieprzytomności i wymiotują gdzie popadnie. Nie szanują naszych obyczajów,nie starają się zrozumieć nas, nie znają naszej historii. Zresztą. Swojej też.
A powracając do Polaków na wyspach, to powiem szczerze, że nie dziwię im się, że to wszystko dla nich jest inne. Po prostu porównują naszą kulturę z ich kulturą. A różnic jest wiele. I to ich dziwi. Bo poznają coś nowego i zarazem odmiennego od naszego. Też bym się dziwił.
A Ty Tomku chyba za bardzo zasymilowałeś się z Anglikami. Pozdrawiam.

-
2008/01/14 13:28:01
trudno ująć celniej. Na swoim blogu trąbię o tym od pół roku...
-
2009/10/28 13:24:17
Tak jakos przypadkiem wlazlam na Twoja strone, masz racje, to narzekanie na wszystko przez Polakow, takie typowe... Mieszkam w Londynie od prawie 30 lat i nie czytam polskich gazet, wiekszosc moich znajomych to nie Polacy, nie dlatego, zebym miala uprzedzenia, tak po prostu wyszlo... Od poczatku czulam sie tutaj bardzo dobrze, nadal mnie fascynuje jezyk, historia, kultura, uwielbiam gotowac i dzieki mieszance kultur mam dostep do najwspanialszych przypraw i potraw swiata. Tu jest moje miejsce, za Polska nie tesknie, moze czasami za niektorymi przyjaciolmi i paroma miejscami... Pozdrawiam
-
2009/12/29 00:11:00
Podobnie jak inna osobe na tym blogu razi te 85% polakow, ktorzy jak twierdzisz nie znaja angielskiego. Powiem Ci szczerze, ze jestem tu juz jakis czas i wszyscy moi obecni znajomi mowia bardzo dobrze po angielsku.
Zdarza sie, ze przylatuja tu ludzie z miescin zabitych dechami i nie znajac ani slowa po angielsku jeszcze czekaja az im droge posypia rozami... Przypadki.
Z Twojej wypowiedzi emanuje niechec do Polakow. Oczywiscie nie twierdze, ze jestesmy wspaniali, grzeczni i tak dalej ale.. ..pracuje w Lodnynie w obsludze klienta i czesto zdarzaja sie sytuacje kiedy anglik nagle, bez powodu wpada w kompletna agresje, jest pod wplywem alkoholu, czy nawet przyglada sie z pogarda i rzuca jakies niemile uwagi.
Niestety tak jest i nie mowie tu o jakims marginesie spolecznym, ale o zwycajnych, porzadnie wygladajacych ludziach, czesto z rodzina w tle.
Kolejna rzecz, kiedy my przyjezdzamy do nich musimy znac ich jezyk, kiedy oni przyjezdzaja do nas - nie musza. Ucza sie w szkolach jezykow obcych ale maja je gdzies tak naprawde. To z reszta przyznalo wiele moich znajomych - angielek.
Wszyscy musza i tak mowic po angielsku wiec po co maja sie uczyc jakiegos polskiego?
Nie wspomne juz, ze szczytem ich znajomosci 'polskiej kultury' jest - żubrówka.
Pomyslcie sami, czy gdybysmy w PL goscili tak wielu emigrantow nie chcielibysmy poglebic chociaz minimalnie wiedzy o nich? Oczywiscie, ze tak. Oni tego nie zrobia mimo, ze mieszkamy na Wyspach juz tak dlugo!